Wyjazdy, ucieczki, znikania

Ja to jestem najnaiwniejsza z naiwnych. Potrafię siedzieć całymi dniami i projektować sobie w głowie obraz szczęśliwej rodziny, której nigdy nie było i nie będzie. I przyznam otwarcie, że zazdroszczę wszystkim tym uśmiechniętym trójkom, które mijam codziennie podczas spacerów. Jak oni to zrobili? Niesamowite. Z drugiej strony nikt poza mną nie jest winien temu, co dzieje się w tej chwili. Gdyby było po bożemu, nie byłoby łez i goryczy.

Pyszolinek ma już dwie dolne jedynki, a teraz wykluwają się dwie górne, potrzeba dużo masażu dziąseł, cierpliwości, ocieracza łez na pełen etat i mnóstwa przytulasków. To koi ból. I ja naprawdę się wyrabiam! Tylko, że pęka mi serce gdy myślę, że można mieć tyle siły, by tak zwyczajnie wyjechać, mieć w nosie telefony, nie dotrzymując słowa danego dziecku, że będzie się dzwonić codziennie na skype by dziecko widziało starą facjatę i nie przejmować się wcale informacjami o stanie dziecka. Hi life! No ja serdecznie gratuluję.

Nie można nikogo zmusić do miłości, nawet tej ojcowskiej. Nie można tak po prostu komuś rozkazać, żeby poczuł wagę odpowiedzialności za czyjeś malutkie istnienie. Ale pociesza mnie fakt, że mam mądre dziecko i że ono samo w przyszłości ojca zweryfikuje.

Pyszolinek kończy dziś pół roku. Buziaków 102!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s